Wyklęty, który bronił bezsilnych
Mateusz Zimmerman

Adwokat Władysław Siła Nowicki. Wyklęty, który bronił bezsilnych


Koledzy z jego sprawy poszli na śmierć.

Władysław Siła-Nowicki ocalał cudem – a kiedy wyszedł z więzienia, poświęcił się obronie represjonowanych przez komunistyczny reżim.

“Nazwisk nie podam, niczego nie wskażę… Nie chcę sypać ani ludzi, ani nawet miejscowości” – odpowiadał bezpiece, choć okrutnie go przesłuchiwano.

Kiedy już został adwokatem i uczestniczył w rozprawach rehabilitacyjnych dawnych żołnierzy AK, na korytarzach sądowych mijał się z prokuratorem, który uczestniczył w egzekucji jego kolegów. Później nie było łatwiej.

“To był człowiek nieugięty w przekonaniach, o niezwykłej cywilnej odwadze” – mówił o nim jeden z sędziów. Po latach przy Okrągłym Stole Władysław Siła-Nowicki zajął kłopotliwe miejsce pomiędzy przedstawicielami władzy i opozycji. Mówił to, czego nie chcieli słyszeć jedni i drudzy.

Ułan i akowiec

Prawnicza kariera Władysława Siła-Nowickiego mogła się rozpocząć jeszcze przed wojną. Pracował w administracji rządowej, miał zdawać egzamin adwokacki – zamiast tego przyszło mu walczyć z Niemcami w pułku ułanów (zdobył wcześniej stopień podporucznika w kawaleryjskiej podchorążówce w Grudziądzu).

Próbował się przebijać do atakowanej przez Niemców Warszawy, ale został ranny. Nim odzyskał siły, wrześniowa klęska stała się faktem dokonanym. Odnalazł jeszcze na wschodzie narzeczoną, wziął z nią ślub w stolicy, lecz zdjąwszy mundur, nie zamierzał rezygnować z walki z Niemcami.

Został żołnierzem Służby Zwycięstwu Polski, która później przerodziła się w ZWZ, a następnie w AK. Działał także w podziemnym chadeckim Stronnictwie Pracy. Podczas powstania warszawskiego dowodził w Śródmieściu drużyną Kedywu. Znów został ciężko ranny.

Próbował wrócić do zawodu prawnika w wyzwolonym przez Sowietów Lublinie. Nadal pozostawał w konspiracji – tyle że już poakowskiej. W sierpniu 1945 r. został na Lubelszczyźnie inspektorem Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość (WiN), które uformowało się po rozwiązaniu AK. To tej organizacji podporządkował się m.in. kilkusetosobowy oddział okrytego już sławą na tych terenach Zapory (Hieronima Dekutowskiego).

Nieudane ucieczki i donosiciele

Opór wobec komunizacji Polski stawał się jednak bezcelowy i na początku 1947 r. Zapora i Siła-Nowicki wyszli z ukrycia. Próbowali negocjować z resortem bezpieczeństwa gwarancje nietykalności dla swoich podwładnych, aby żołnierze mogli się ujawnić i złożyć broń bez ryzyka aresztowania i tortur. Negocjacje się nie powiodły – najlepszym świadectwem prawdziwych zamiarów władzy ludowej było to, że nie zamierzała zwalniać już aresztowanych winowców.

Siła-Nowicki i Dekutowski postanowili rozwiązać zgrupowanie. Sami chcieli uchodzić za granicę wraz z dowódcami pododdziałów. Wszyscy wpadli w Nysie w ręce bezpieki, najpewniej za sprawą donosiciela. Przesłuchiwano ich brutalnie przez ponad rok, a w końcu skazano w listopadzie 1948 roku; każdego na parokrotną karę śmierci. Oprawcy na proces ubrali ich w mundury Wehrmachtu, żeby ich dodatkowo upokorzyć.

Zaplanowali jeszcze jedną ucieczkę. Próbowali wywiercić w suficie celi dziurę przy pomocy zaostrzonej łyżki. Gruz wyrzucali do klozetu. Chcieli wydostać się w ten sposób na strych, stamtąd na dach, a potem – po związanych prześcieradłach – uciec na ulicę Rakowiecką. Ale ledwie kilka dni przed planowaną ucieczką jeden z wtajemniczonych więźniów wsypał całą grupę.

Rozrzucono ich po różnych celach. Siła-Nowicki i Zapora trafili do karceru, gdzie trzymano ich nagich, skutych w kajdanki. W końcu ludzi Zapory wyprowadzono na egzekucję – wszystkich, poza jednym.

Tym jedynym był Siła-Nowicki. W celi śmierci spędził w sumie 112 dni, nim zamieniono mu wyrok na dożywocie. Nie mógł się z tym pogodzić, przeżywał (jak wspominał jeden ze współwięźniów) kryzys psychiczny. W następnych więzieniach, do których go przenoszono, zachowywał się “odważnie, wręcz prowokująco, wskutek czego wiele dni spędzał za karę w pojedynkach”.

Pomogło nazwisko oprawcy

Wiedział, że nie ocaliły go ani zasługi, ani uczciwy proces, ani tym bardziej litość katów.

Dwie siostry ojca Siły-Nowickiego wyszły za dwóch braci Feliksa Dzierżyńskiego – osławionego twórcy bolszewickiej Czeki. Aldona Kojałłowicz-Dzierżyńska napisała do Bieruta prośbę o łaskę. Ten z reguły podobnym błaganiom odmawiał, ale Kojałłowicz-Dzierżyńska zdołała też interweniować u ambasadora Lebiediewa, który był kimś w rodzaju radzieckiego namiestnika w Warszawie.

Siłę-Nowickiego uwolniono w ramach odwilży 1956 roku, został zrehabilitowany. Zdał egzamin adwokacki, odłożony o prawie dwie dekady. Został obrońcą w procesach rehabilitacyjnych żołnierzy AK i WiN. Bronił również świadków Jehowy, gdy tych próbowano skazywać za odmowę służby wojskowej.

Już po śmierci Siła-Nowickiego sprawa oddziału Zapory miała wrócić do rodziny mecenasa bolesnym echem. W pewnej książce pojawiły się relacje posądzające Siła-Nowickiego o współpracę z UB w czasach WiN, co miało się przyczynić do aresztowania jego podwładnych. Córki mecenasa wytoczyły w tej sprawie kilka procesów sądowych. Autorka książki i wydawca przegrali we wszystkich instancjach i zostali zmuszeni do przeprosin.

W połowie lat 60. Siła-Nowicki zaczął bronić opozycjonistów przed peerelowskimi sądami. Reprezentował m.in. satyryka Janusza Szpotańskiego, który znalazł się pod ostrzałem władz za antygomułkowski pamflet “Cisi i gęgacze”. Cały czas znajdował się pod obserwacją SB, która próbowała uderzyć w niego i podobnych doń prawników. W mieszkaniu Siła-Nowickiego doszło do rewizji, po czym skazano go w zawieszeniu za rzekome… przechowywanie dowodów przestępstwa.

Zasłaniał togą robotników

Nie odstraszył go jednak ani marzec’68, ani grudzień’70. Już w latach 70. apelował wraz z innymi prawnikami o amnestię dla więźniów politycznych. Sygnował słynny List 59 – protest przeciwko zmianom w polskiej konstytucji. Wreszcie zadeklarował solidarność z protestami w Radomiu i Ursusie, co w końcu doprowadziło go do ścisłej współpracy z Komitetem Obrony Robotników.

W ramach Komitetu powstało Biuro Interwencyjne, którym kierowali Zofia i Zbigniew Romaszewscy. Zajmowało się ono drastycznymi przypadkami naruszania praw człowieka: zabójstwami milicyjnymi, nadużyciami władzy przez funkcjonariuszy partii, zwolnieniami z pracy na tle politycznym czy pobiciami. Ofiarom udzielano pomocy prawnej, ujawniano też informacje o tych przypadkach na łamach “Biuletynu Informacyjnego” KSS KOR. Biuro zajęło się w sumie kilkuset sprawami – bez pomocy i wsparcia kilku prawników, wśród których był Siła-Nowicki, byłoby to niemożliwe.

Mecenas nie przestawał być aktywny również w sądach, co było w tym czasie ciągle ryzykowną działalnością. Podczas jednego z procesów w Radomiu tłum nieznanych sprawców obrzucił m.in. Siła-Nowickiego jajkami. Kilku opozycjonistów pobito.

Jak wspominał Jacek Kuroń: “Siła-Nowicki próbował osłaniać nas majestatem swojej togi, ale nie na wiele zdały się jego zabiegi, bo ich było kilkunastu, otoczyli nas zewsząd”. Mecenas nie stracił głowy i po prostu wdarł się do sali, w której toczyła się inna rozprawa – w efekcie napastnicy obrzucili też jajkami inną sędzię.

Afera skończyła się, według relacji Kuronia, “pierwszym w dziejach sądownictwa PRL strajkiem sądu”, bo sędziowie ogłosili, że w tych warunkach pracować nie będą i w końcu bierna dotąd milicja musiała interweniować. Kuroń wspominał czasy tych procesów następująco: “Jeśli natychmiast jest potrzebny obrońca w Radomiu, to jedynym człowiekiem, który obudzony w środku nocy tam pojedzie, jest właśnie Siła-Nowicki”.

“Nasza jest Siła, ich jest Nowicki”

Mecenas brał udział w opracowywaniu statutu Solidarności. Bronił jej przedstawicieli w procesach stanu wojennego, był też pełnomocnikiem Barbary Sadowskiej – matki maturzysty Grzegorza Przemyka, zakatowanego przez milicjantów na komisariacie (1983).

Stał się jednak w latach 80. postacią nieco dla opozycji kłopotliwą. Wbrew sugestiom najważniejszych ludzi Solidarności oraz Kościoła dołączył do tzw. Rady Konsultacyjnej przy przewodniczącym Rady Państwa – dekoracyjnego organu, który ekipa Jaruzelskiego chciała propagandowo wykorzystać. Ale na pierwszym posiedzeniu Rady mecenas podniósł sprawę zbrodni katyńskiej.

Podczas wiosennych strajków 1988 r. Siła-Nowicki próbował z kolei mediować między generałem Kiszczakiem a robotnikami. Kiszczak twierdził przy tym, że mecenas jest skłócony z resztą opozycji. Doszło niebawem do sytuacji dość upokarzającej: do obrad Okrągłego Stołu zgłosiła Siła-Nowickiego strona rządowa, jednocześnie dając do zrozumienia, że nie uważa go bynajmniej za swojego przedstawiciela.

Koniec końców mecenas przy Okrągłym Stole jednak się znalazł, ale zajął niewdzięczne miejsce “pomiędzy” delegacjami władzy i opozycji. Szybko ukuto żart sytuacyjny: “Nasza jest Siła, ich jest Nowicki”. Bon mot był celny. Mecenas podczas obrad nie uzgadniał z nikim swoich wystąpień. Zaskakiwał i drażnił tak jedną, jak i drugą stronę.

Na samym początku, ku powszechnemu zaskoczeniu, wezwał do uczczenia minutą ciszy dwóch niedawno zamordowanych księży, zamordowanych niedawno w tajemniczych okolicznościach. Potem ubolewał, że przy Okrągłym Stole nie ma przedstawicieli “Solidarności niegrzecznej”. Na koniec krytykował ustaloną ordynację wyborów, która według niego nie dawała gwarancji rzeczywistego pluralizmu.

Przeciwstawiał się tym, na których mu zależało

Siła-Nowicki uważał, że opozycyjni kandydaci do wyborów czerwcowych są wyłaniani niedemokratycznie. Bez ogródek komentował, że przypomina mu to “dawne metody partyjne”.

Wiosną 1989 r. mówił np. Dziennikowi Telewizyjnemu: “Jestem głęboko związany z Solidarnością. Z ideą Solidarności. Nie podobali mi się posłowie mianowani przez Kliszkę, Gomułkę czy Gierka. I nie będą mi się podobać posłowie mianowani przez jakąkolwiek inną instytucję”.

Uznał, że sam powinien wystartować w wyborach. Starał się o mandat sejmowy na warszawskim Żoliborzu – a jego rywalem miał być… jego dawny klient Jacek Kuroń. Obaj, co było znakiem czasów, nie szczędzili sobie przy tym szczerych komplementów.

Siła-Nowicki przegrał miażdżąco. W 1990 r. chciał jeszcze kandydować na prezydenta, ale nie uzbierał 100 tys. wymaganych podpisów. Jako doradca czy prawnik sprawdzał się znakomicie, politykiem być raczej nie potrafił. W ostatnich latach życia został jeszcze sędzią Trybunału Stanu, co było już właściwie nagrodą za zasługi.

“Nawet to, co często mieliśmy mu za złe, wynikało właśnie z jego dzielności i nonkonformizmu. Potrafił przeciwstawiać się także ludziom, na których mu zależało” – wspominał Kuroń.

Władysław Siła-Nowicki jeszcze jako młody adwokat zdobył dostęp do dokumentów z egzekucji swoich kolegów z grupy Zapory. Przez jakiś czas utrzymywał kontakty z ich rodzinami, licząc, że w końcu uda się ustalić miejsce ich pochówku. Bez skutku – udało się to dopiero 20 lat po jego śmierci.

Mateusz Zimmermann

Źródło: Onet.pl


Nota autora:

Wykorzystałem i cytowałem m.in. “Czas KOR-u” (aut. Andrzej Friszke), “Rycerze Okrągłego Stołu” (aut. Andrzej Garlicki), “Ofiary Niejasnego” (aut. Piotr Lipiński), “Mokotów-Rawicz-Wronki. Wspomnienia 1939-1954” (aut. Władysław Minkiewicz), “Śród żywych duchów” (aut. Małgorzata Szejnert).


Nasza jest Siła a ich Nowicki

Artur Kubaj