Worobiec i “dunhill’ka”

Mam w swojej kolekcji fajek “dunhil’kę”. Czyli fajkę znanej firmy Dunhill. Dostałem w prezencie na 50. urodziny. Czyli fajeczka jest w kolekcji już od 18 lat. Darowanemu koniowi, itd… Ale z ciekawości zajrzałem kiedyś na stronę internetową Dunhilla (dunhilpipes); i złapałem się za głowę ! “Moja” fajka kosztowała ponad 1 000 USD. Sam nigdy bym sobie nie sprawił takiego prezentu, bo każdy “bzik” powinien mieć swoje granice. Ale trzeba przyznać, że fajka okazała się rewelacyjna. Mimo stosunkowo cienkich ścianek komina w ogóle się nie nagrzewała. Paliła się świetnie i obok mojej pierwszej fajki firmy Savinelli stała się moją ulubioną fajeczką. Aż pewnego dnia…

Pewnego dnia zauważyłem na cybuchu/szyjce pęknięcie. To niebywałe. Jedna jedyna fajka w kolekcji po prostu pękała. I akurat ta. Najsłynniejszy producent i najdroższa fajka. Pęknięcie było niewielkie. Niemal niezauważalne. Ale jekże denerwujące, że przydarzyło się akurat tej fajce.

Gdzieś kiedyś obiło mi się o uszy, że Dunhill na swoje wyroby udziela wieczystej gwarancji. Napisałem do firmy. Dostałem uprzejmą odpowiedź, że od lat dwudziestych ubiegłego wieku Dunhill nie udziela już gwarancji wieczystej. Zatem pozostała tylko legenda. A pęknięcie się powiększało. Opisałem więc uszkodzenie, dodałem foto i zamieściłem na fb w grupie Pipe Smokers of Poland z prośbą o radę co robić ? Rad było kilka (za które dziękuję); ale najkonkretniejszej udzielił mi Mateusz Matys Worobiec (trzecie pokolenie w zacnej firmie polskiego producenta fajek), który zaproponował, że fajeczkę za niewielkie pieniądze naprawi.

“Worobiec” to firma, której polskim fajczarzom przedstawiać nie trzeba. To jedna z najznakomitszych firm przemyskich producentów fajek. Jej historii opisywał nie będę, zainteresowanych odsyłam do wywiadu, jakiego Hennryk Worobiec udzielił portalowi Toruński Instytut Fajki (w tym wywiadzie jest i o tym jak Henryk Worobiec dokształcał się u mistrza Ryszrda Kulpińskiego a także o tym, że jego syn Mateusz przystąpił – w trzecim pokoleniu – do kontynuacji rodzinnej tradycji, obecnie pod firmą Hanryk i Mateusz Worobiec).

Taka mnie naszła refleksja, że jeśli firma rzemieślnicza prowadzona jest w trzecim pokoleniu, to powód do zasłużonej dumy; a jeśli w rodzinie adwokackiej, trzecie pokolenie decyduje się wykonywać zawód adwokata, to nepotyzm.

Ale wracajmy do mojej “dunhill’ki”. Skontaktowałem się z Panem Mateuszem Matysem Worobcem; no i poza “dunhill’ką” – żeby zaoszczędzić na kosztach InPostu – do renowacji pojechały jeszcze trzy fajki. W tym miejscu kolejna refleksja: sposób obsługi klienta ! Ja nie wiem na czym to polega; ale wymiana emaili, esemesów i dwie rozmowy telefniczne z Panem Mateuszem, były tak miłe, że moje zaufanie do firmy (niezależnie od jej renomy wśród fajczarzy), po prostu wzrosło.

Fajki pojechały InPostem. Tu trzeba wspomnieć, że InPost, na który tak psioczyliśmy gdy powierzono mu obsługę korespondencji sądowej, swoją siecią paczkomatów, jako firma zrehabilitował się całkowicie. I InPostem wróciły po renowacji, która trwała zaledwie dwa dni.

Ale jakie wróciły ! Ładniejsze niż nowe. No i jestem posiadaczem bodaj jedynej “dunhill’ki” od Worobca 🙂

Poza “dunhill’ką” do renowacji pojechał “Captain Fortune” jedna fajka nieznanej firmy i autograf “Janosik”. Nie wiem jakimi słowami wyrazić uznanie dla kunsztu Mateusza Worobca. A “Janosik” (którego kiedyś dostałem zdekompletowanego, bez ustnika, z jego resztkami w cybuchu) prezentuje się wystawowo i z zakurzonego pudła awansował na frontowe miejsce w gablocie.

Na portalu MacLawye® nie zamieszczamy reklam. Ten wpis nie jest reklamą firmy “Worobiec”. Jest wyrazem uznania. A że mogę tę firmę śmiało polecać, to już inna sprawa. No i na koniec: w ciągu lat zbierania fajek, w mojej kolekcji fajek “od Worobca” uzbierało się kilka (m.in. gdańska turniejowa z czarnej morty) a jak się już pandemia skończy i będzie możliwość wyjazdu do Przemyśla, być może powstanie na moje zamówienie limitowana seria fajek według pomysłu, który od dawna chodzi mi po głowie. Wstępne zainteresowanie Pan Meteusz Worobiec wyraził. Zobaczymy 🙂

Jerzy Marcin Majewski
adwokat